Łaciatą mordę wciska pod rękę
i pieszczotliwie szczypie zębami.
Piszczy radośnie – rusz się na spacer,
przecież za płotem las jest z sarnami.
Macha ogonem na wszystkie strony,
cała w podskokach już rozszczekana.
Tak to zaprasza stale na spacer,
kudłata Misia – mnie – swego pana.
Idziemy lasem, co się rumieni,
liściem brzóz złotych w słońca promieniu.
Czerwienią klonów i brązem dębów,
odbitych w wodzie w wartkim strumieniu.
Czujnym swym nosem sprawdza, co chwilę,
czy wiatr nie niesie rozkosznych woni
– saren, jeleni, dzików kosmatych.
Wiatr dzisiaj przyniósł nam tylko
– zapach … – z pastwiska koni.