Kiedy na spacer wychodzę z domu.
Lesio opróżnia miskę z chrupkami.
Choć Lesiu do mnie – miły nicponiu.
Codzienny spacer przecież przed nami.
Zielona trawka śmieje się wokół.
Zajączek na nas także dziś czeka.
Trzeszcze wytrzeszcza – wzrok ma jak sokół.
Lesiu – bądź cicho, proszę – nie szczekaj.
Przy leśnej drodze przy koniczynie.
Zając spogląda, słuchy nadstawia.
Bo z ostrożności ten zając słynie.
Gdyż przeżyć w lesie, to trudna sprawa.
Ja z aparatem, cichutko stoję,
Chwytam tą chwilę w słoneczny kadr.
Ruszyć do przodu jednak się boję.
Załatwił sprawę, zaś psotnik wiatr.
Zając już pędzi, w dali znikając.
Zostawia w sercu cieplutki ślad.
Czy jutro rano znajomy zając,
Pokaże piękny zajęczy świat?
Andrzej Pyrczek
Szczecin, dnia 7 sierpnia 2025 r.