Wśród zielonej mokrej trawy,
kaczeńcami wyzłoconej,
przemęczonej od zabawy,
żabki oczy rozmarzonej.
Błyszczą pełne strachu całe,
gdyż przyszła godzina straszna,
zbliża się do żabki małej,
bocian wieża ogromniasta.
Takie już przyrody prawa,
dziś mogłaś się jeszcze bawić,
a za chwilę z ciebie strawa,
dla bocianów i żurawi.
Morał z tego zaś wynika,
że natury straszne prawa,
by żyć nadal mogli inni
z innych musi być potrawa.
Szczecin, dnia 18 maja 1999 r.
Andrzej Pyrczek