
Śniegowe gwiazdki
Prądem Golfstromu ocean płynął kłębami pary w niebo dmuchał. Wiatr je unosił dalej i wyżej Hen, gdzieś nad ziemię, gdzie posucha. Tam zaś skwar wielki

Prądem Golfstromu ocean płynął kłębami pary w niebo dmuchał. Wiatr je unosił dalej i wyżej Hen, gdzieś nad ziemię, gdzie posucha. Tam zaś skwar wielki

Na śródleśnej pięknej łące, pasły się sarny, zające. Pasło się tam saren siedem, wilk – jak z bajki przybył jeden. Zeżarł wilk tych saren siedem.

Szarym świtem, leśną drogą, bure wilki sznurowały. Kufy miały tuż przy ziemi, tropów śniadania szukały. Prowadziła je wadera, potem cztery wilczki młode. Patrol zaś zamykał

Kosy cały rok są z nami. Nawet mrozów się nie boją. Wciąż biegają pod sosnami. Ciesząc obecnością swoją. Toki wcześnie zaczynają. Wiją gniazda wczesną wiosną,

Naszym godłem orzeł biały. Hen w przestworzach zawieszony. Krąży sobie lotem śmiałym. Wzrok wspaniale, wyostrzony. Kiedy w dole zdobycz zoczy, zniża lot do samej ziemi.

Mały szok dzisiaj przeżyłem, spacerując rano z Lesiem. W drągowinie zobaczyłem, rząd światełek lśniących w lesie. Idą światła w moją stronę, słyszę też ciche rozmowy.

Jaki będzie ten nasz świat, za kolejne dwieście lat? Jacy będą wtedy ludzie? Czy pracować będą w trudzie? Biały, żółty, czy też czarny? Czy,

Złotymi łzami żywicy z ran swoich sosna płacze. Łkają skrzypce strunami, kiedy je smyczek podrapie. Smyczek drapieżną kąpiel, na złotej wziął kalafonii. A później ucho

Jesień idzie z kolorami. Z brzóz złotawe liście lecą. Las ozdobny jeżynami. Ranne rosy błyskiem świecą. Słychać sójki w lesie całym. Na czeremchach jagód

W pajęczynach łąka cała. Lato coraz bliżej końca. Sójka w locie się zaśmiała. Lecąc ku promieniom słońca. Rankiem woal mgły się ścieli. Nad zielonym